26.11.09

AKTYWNI MIMO NIEPEŁNOSPRAWNOŚCI

Fundacja Aktywności Zawodowej

przy współpracy z:

Polską Organizacją Pracodawców Osób Niepełnosprawnych

oraz

Doktoranckim Kołem Naukowym UG Badaczy Kultur „Na Styku”


serdecznie zaprasza


na konferencję podsumowującą projekt
„AKTYWNI MIMO NIEPEŁNOSPRAWNOŚCI”
oraz
przedstawiającą wyniki badań na temat:
wykorzystania pomocy publicznej na zatrudnienie osób niepełnosprawnych.


Konferencja odbędzie się w Międzynarodowym Dniu Osoby Niepełnosprawnej

tj. 3 grudnia 2009 roku o godzinie 11:00

w auli nr S 204 na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego,

ul. Bażyńskiego 4, Gdańsk – Przymorze.


Prosimy o potwierdzenie uczestnictwa do dnia 1.12.2009 r. pod numerem telefonu: 58 690 70 88, 0 510 033 318 lub e-mailem: faz.gdansk@wp.pl

Projekt dofinansowany ze środków
Programu Operacyjnego
Fundusz Inicjatyw Obywatelskich

6.11.09

Spotkanie organizacyjne KN Na Styku

Spotkanie organizacyjne KN Na Styku odbędzie się 10.11.2009 (wtorek) o godzinie 17.30 w Ygreku.
Wszystkich zainteresowanych działalnością w kole zapraszamy!

17.10.09

Ekonomia Wiedzy Niedoskonałej - wykład

Klub Krytyki Politycznej w Trójmieście, Doktoranckie Koło Naukowe „Na Styku” przy Wydziale Nauk Społecznych UG i Koło Naukowe Polityki Gospodarczej przy Wydziale Ekonomicznym UG zapraszają na wykład specjalny amerykańskiego ekonomisty Romana Frydmana wokół wydanej właśnie książki jego autorstwa "Ekonomia wiedzy niedoskonałej". Spotkanie poprowadzi prof. Teresa Kamińska.

22 października (czwartek), godz. 15.15, Wydział Ekonomii Uniwersytetu Gdańskiego, ul. Armii Krajowej 119/121 w Sopocie, aula B

O przyczynach finansowego kryzysu ostatniego roku spekulowano już wiele. Roman Frydman, amerykański ekonomista polskiego pochodzenia, jako pierwszy dowiódł, że źródłem katastrofy nie były chciwość maklerów ani błędne decyzje finansowych nadzorców. Fałszywe okazały się same podstawy naszego myślenia o gospodarce i o tym, jak ludzie zachowują się na rynku – nie są „po prostu” racjonalni, jak sądzili dotychczas ekonomiści. Klientem banku, analitykiem finansowym i kreatywnym menedżerem na równi kierują emocje, przesądy, intuicje i kulturowe podłoże. W swojej Ekonomii wiedzy niedoskonałej Frydman pokazuje, co to oznacza: nie istnieje jeden model ekonomiczny dobry w każdych warunkach, np. wzorce z Ameryki często nie sprawdzają się w Europie.

Więcej informacji: KP

1.10.09

Promocja książki "Z Tango jest nas troje"

Kampania Przeciw Homofobii Oddział Trójmiasto, Centrum Zabaw Twórczych Edward, Doktoranckie Koło Naukowe Badaczy Kultur „Na Styku” przy Instytucie Pedagogiki na Wydziale Nauk Społecznych UG zapraszają na promocję pierwszej w Polsce książki dla dzieci poruszającej tematykę homoseksualności pt. "Z Tango jest nas troje". Odbędzie się ona 2 października (piątek) w Gdańsku. Szczególnie zachęcamy do udziału dzieci wraz z opiekunami.

Promocja składać się będzie z dwóch części.

Część I - DZIECIĘCA

2 października 2009, godz. 17:00 - 18:00

Centrum Zabaw Twórczych Edward s.c.
Gdańsk Oliwa, ul. Rodakowskiego 3a
centrumedward@gmail.com
www.centrumedward.pl

W tej części m. in.:

- czytanie tekstu przez logopedkę,
- prezentacja fragmentów książki z rzutnika.


część II - DLA DOROSŁYCH

2 października 2009, godz. 19:00 – 21 :00

Uniwersytet Gdański
Wydział Nauk Społecznych UG, Aula S211, ul.Bażyńskiego 4

Panel o edukacji na temat homoseksualności

Udział wezmą:
- dr Małgorzata Cackowska – pedagożka zajmująca się literaturą dziecięcą (Uniwersytet Gdański);
- dr Katarzyna Bojarska – psycholożka specjalizująca się w zagadnieniach homoseksualności (Uniwersytet Gdański);
- Ewa Ziółkowska - dyrektorka i współzałożycielka Centrum Zabaw Twórczych Edward, które gości dziecięcą część promocji książki;
- Jadwiga Bytniewska - psycholożka z gdańskiego ośrodka Po prostu, który prowadzi grupy wsparcia dla rodziców osób LGB (lesbijek, gejów, osób biseksualnych);
- Robert Biedroń - długoletni działacz praw człowieka i wydawca książki „Z Tangiem jest nas troje”.

Zaprosiliśmy do udziału w debacie także:
- Reginę Białusów - dyrektorkę Wydziału Edukacji Urzędu Miejskiego w Gdańsku;
-Elżbietę Lamparską – wicedyrektorkę Departamentu Edukacji i Sportu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego;
- Mirosławę Janowską - dyrektorkę Centrum Edukacji Nauczycieli w Gdańsku;
- Zdzisława Szudrowicza - Pomorskiego Kuratora Oświaty.

Po debacie zostanie zaprezentowany film „Your Mom is a lesbian”.

Podczas obu części promocji będzie można zakupić książkę.

21.9.09

Czy Islandia jest skandynawska? Czego nie widać na Islandii dzięki... kulturze skandynawskiej?

Zadawanie w naukowych artykułach pytań typu „Czy Islandia jest skandynawska?” przypomina mi o średniowiecznych korzeniach współczesnych uniwersytetów. Podobne problemy (zapewne nie bez powodu) stawiali zresztą scholastycy. Czy czyściec jest/był częścią piekła?

Mimo to, a może właśnie dzięki temu, moją uwagę przyciągnął artykuł Włodzimierzea Karola Pessela pt. „Czy Islandia jest skandynawska? Próba nakreślenia 'wzoru kultury' islandzkiej” w książce „Islandia”, która jest zbiorem tekstów wielu badaczy (pod redakcją R. Chymkowskiego i W.K. Pessela). Punktem wyjścia dla (tak niemiłych mi) rozważań są trzy czynniki stanowiące o odrębności kultur skandynawskich, wskazane w artykule „Nad pojęciem kultury skandynawskiej” przez Zenona Ciesielskiego. Są to:
  • nordycka starożytność i demokracja lokalna,
  • zasada sola scriptura => niezmiennie wysoki poziom czytelnictwa,
  • ludowość, czyli chłopski charakter kultury

[Nawiasem... Ludowość, nieelitarność to niezwykły fenomen skandynawski i różnicę między kulturą polską a skandynawską chyba najzabawniej oddaje cytat z wypowiedzi badanych przez Annę Wojtyńską polskich imigrantów na wyspie (w tej samej książce: „Islandia i Islandczycy oczami polskich imigrantów”, s. 161): „To jest tradycja prostego ludu, nie było żadnej szlachty. Nie było ludzi, którzy tą wielką kulturę tworzyli. A u nas można to zobaczyć. Mamy tą piękną kulturę polską. Wielką i wspaniałą.”]

Po przedstawieniem modelu, autor prezentuje swoje „impresje terenowe”. Od tutejszego promiskuityzmu, architektury, wyznawanych w sondażach wartości, przez problem niepodległości i obecości w NATO, stosunek do Unii Europejskie, historię wojny dorszowej, po nikłą pobożność, stosunek do pracy, do dzieci, konsumpcjonizm, a nawet treść codziennych wiadomości. Dość to wszystko zresztą interesujące, tyle że dobrane i prezentowane w jakiś taki nieskandynawski, może elitarny, a może po prostu sztampowy sposób. Może brak w tym artykule szacunku do człowieka i jej potrzeb ,może ten widok jest trochę za bardzo stereotypizujący lub „z lotu ptaka”. [Zdaję sobie sprawę z tego, że po prostu etykietuję – polecam artykuł i całą książkę zresztą, może komuś uda się uchwycić „nieludzkość” antropologicznego spojrzenia na kulturę]. Czasami po prostu człowiek trafia na takie książki czy artykuły, których styl wydaje się jakoś nieznośny, do tego stopnia, że choć jest oczywiste, że autor pisze prawdę, to jednak z każdym zdaniem narasta w czytelniku przekonanie, że jest to tylko „jakaś prawda”. Narasta też gotowość do spojrzenia na problem z innych perspektyw, dzięki którym mogłoby okazać się, że jednak TO wcale nie jest prawda. W taki właśnie sposób wpaść można w scholastyczne tarapaty.

Opisana w artykule Pessela kultura – na małej wyspie pomiędzy Europą i Ameryką Północną - której bogactwo podtrzymywane jest wysiłkiem tak nielicznych mieszkańców (Pessel sugestywnie porównuje ilość mieszkańców Islandii do ilości mieszkańców Bydgoszczy czy Lublina), okazuje się skandynawska.

Podobieństwo tych kultur jest wizualne, często podkreślane, wręcz oczywiste. Bliskość ta ma także wymiar polityczny. Norwegia, Szwecja, Dania, Finlandia, Islandia, Grenlandia i Wyspy Owcze współpracują ściśle w ramach Rady Nordyckiej. Innowacyjnych rozwiązań problemów związanych ze zmieniającym się społeczeństwem Islandczycy zwykle poszukują w Skandynawii. Podobieństwo, a wręcz kulturowa zgodność Islandii i Skandynawii jest więc duża. Do czasu, gdy zaczniemy przyglądać się podstawom na jakich wybudowany został islandzki dobrobyt. W szczególności interesująca jest islandzka odmiana „welfare state” (Nie mam pojęcia jak tłumaczyć ten termin. Przyjęło się używanie określenia „państwo opiekuńcze”, ale zwykle w stosunku do Szwecji. Bardziej precyzyjne wydaje się określenie „państwo dobrobytu”, bo model szwedzki jest tylko jedną z jego odmian. Ale Polska też jest jedną z odmian „państwa dobrobytu”, co dumnym jej mieszkańcom mogłoby nasunąć przypuszczenia, że oto ktoś z nich szydzi. W istocie chodzi o wariant modelu państwowości umożliwiający dochodzenie do dobrobytu. Wysoki standard życia w krajach skandynawskich jest skutkiem tych wyborów, a nie punktem wyjścia.)

Otóż model islandzki w tak niewielkim stopniu przypomina model szwedzki, że bardziej odpowiednim byłoby nazwanie go modelem... polskim. Stefán Ólafsson w artykule „Normative foundations of the Icelandic welfare state. On the gradual erosion of citizenship-based welfare rights.” w książce pt. „Normative Foundations of the Welfare State. The Nordic Experience.” (red. N. Kildal, S. Kuhnle) systematyzuje opis islandzkich odstępstw od socjaldemokratycznego kanonu.

Autor twierdzi, że Islandia od momentu ustalenia zasad Beveridge nie ewoluowała wcale w kierunku modelu skandynawskiego i to najprawdopodobniej z powodów... kulturowych. Otóż jako społeczeństwo osadników, Islandczycy podzielają wiele z charakteru takich krajów jak: Stany Zjednoczone, Kanada, Australia i Nowa Zelandia, czyli: indywidualizm, zaradność, silną etykę pracy oraz brak dobrych manier połączony z silnym poczuciem równości.

W przypadku emerytur przejawia się to tym, że choć prawie wszyscy emeryci otrzymują emerytury, jednak wypłaty z I filaru są bardzo niskie, a ich wysokość jest zależna od dochodów. Filary są trzy. Pierwszy zapewnia szczupłą emeryturę od 67 roku życia. Drugi jest obowiązkowy, zależny od wykonywanego zawodu, częściowo wspierany przez państwo i administrowany przez organizacje pracodawców i związki zawodowe. Po 40 latach odkładania co najmniej 10% wynagrodzenia, fundusz powinien zapewnić co najmniej 56% poprzednich zarobków. Trzeci filar jest prywatny i dobrowolny, składka wynosi kolejne 10% zarobków, a ubezpiecza się w nim ok. 40% pracujących.

Wydatki na zabezpieczenia socjalne i na zdrowie, liczone udziałem ich w całości PKB, są znacząco niższe na Islandii. Przykładowo w 2000 roku Islandia wydawała 19,6% PKB, Dania – 28,7%, Finlandia – 25,2%, Norwegia – 25,3%, a Szwecja – 32,3%. Przy czym wydatki na zdrowie są podobne jak w pozostałych krajach, ale to na skutek małych (nawet w stosunku do krajów OECD) wydatków na zabezpieczenia społeczne, całość wydatków państwa islandzkiego jest dużo niższa. Częściowym wytłumaczeniem, a częściowym skutkiem niskich emerytur jest ilość ludzi pracujących nawet w wieku powyżej 65 lat (w 1998 roku: kobiet – 31,8%, mężczyzn – 43,6%, podczas gdy na przykład w Danii było to odpowiednio 0,9% i 4,7%, a w Szwecji: 9% i 13,9%).

Niski poziom zaangażowanie państwa w zabezpieczenie życia osób starszych nie jest równoważone zwiększonym udziałem wydatków na dzieci. Świadczenia na dzieci, których rodzi się na Islandii dużo, nawet w stosunku do krajów skandynawskich, również są niewielkie w stosunku do PKB.

Z modelem skandynawskim islandzki podziela oparcie się na zasadzie obywatelstwa – w przeciwieństwie do modelu minimalistycznego (USA, Kanada, Szwajcaria), który skierowany jest na potrzebujących oraz modelu bismarckowskiego, w kontekście europejskim zwanego kontynentalnym (Niemcy, Francja, Włochy), gdzie podstawą do wysuwania roszczeń są praca i potrzeby rodziny. Zasadniczą różnicą jest udział sektora prywatnego w opiece społecznej oraz uzależnianie wysokości zasiłków od wysokości uzyskiwanych dochodów.

Dodatkowo w latach 90-tych islandzki model przeszedł szereg zmian w duchu neoliberalnym, z których najważniejsze to: rosnące znaczenie opłat w opiece zdrowotnej i szkolnictwie; zarówno zasiłków jak i systemu podatkowego pozbawiono najważniejszego celu jakim w krajach skandynawskich pozostaje wyrównywanie dochodów. Zwiększyła się też wtedy przepaść między wysokością zasiłków a wysokością zarobków. Do czasu kryzysu, obalenia rządu i przejęcia władzy przez lewicę, zasiłek dla bezrobotnych wypłacany był na Islandii w wysokości nie przekraczającej linii ubóstwa.

W służbie zdrowia, podobnie jak w Polsce, specjaliści mają prawo do prowadzenia prywatnej praktyki. Poza opłatami istnieje także możliwość „przeskakiwania kolejki” przy pomocy opłat [co w zasadzie jest formą zinstytucjonalizowanej korupcji, ale widoczne jest dopiero, gdy rośnie ilość osób ubogich tj. "przeskakiwanych"]. Co więcej, opiekę nad osobami starszymi na Islandii, w tym chorymi, sprawują głównie różnego rodzaju NGOsy, a nie państwo. I jest to znaczącym odstępstwem w stosunku do modelu rozwijanego przez sąsiadów. Od 1997 roku zwiększono na Islandii rolę prywatnych uczelni wyższych. Otrzymują one tyle samo pieniędzy za każdego studenta, co przy danej tylko im możliwości podnoszenia opłat za studia skutkuje ich gwałtownym rozwojem.

O tym, że Islandia nie rozwijała zasad Beveridge przesądziła najprawdopodobniej dominacja partii centro-prawicowych (Partia Niepodległości), podczas gdy na kształt systemu skandynawskiego miały wpływ przede wszystkim partie socjaldemokratyczne. To, że islandzki model pozostał bliski rozwiązaniom anglosaskim, a nie przesunął się w kierunku minimalistycznego – północnoamerykańskiego, Islandia zawdzięcza związkom zawodowym, którym w latach 60-tych i 70-tych nawet przy sprzeciwie organizacji pracodawców i Partii Niepodległości udało się przeforsować i rozwinąć różne aspekty socjalnych zabezpieczeń.

Ciekawe czy gwałtowna śmierć neoliberalizmu [patrz: poprzedni wpis] oraz nagromadzony i znacjonalizowany dług będą miały wpływ na odnowienie “zasady równości” na Islandii.


„Projekt został zrealizowany przy wsparciu udzielonym przez Islandię. Liechtenstein i Norwegię, poprzez dofinansowanie ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Norweskiego Mechanizmu Finansowego w ramach Funduszu Stypendialnego i Szkoleniowego”.

30.8.09

Islandzkie lekcje upadania

Na Islandii w zasadzie nie używa się gotówki. Wszędzie płaci się kartą. W każdym sklepie, w taksówkach, w barach. Jesteśmy tu na stypendium badawczym wprawdzie dopiero kilka dni, ale nic nie zapowiada tego, byśmy musieli wiedzieć jak wygląda miejscowa waluta. Trudno więc nawet wyobrazić sobie, co to w takim kraju znaczy nie mieć dostępu do konta bankowego przez miesiąc. Nie móc nawet sprawdzić stanu tego konta. A właśnie w ten sposób uwidocznił się kryzys (isl. kreppa) na Islandii. Przez uniewidocznienie najważniejszych dla obywatela-konsumenta liczb. Zeszłej zimy w bankomatach brakowało gotówki. Płacić można było tylko wirtualnymi pieniędzmi z kart kredytowych. W nie lada tarapatach byli Islandczycy poza granicami swego kraju.

Jeżeli ktoś chce zrozumieć na czym polegała bankowa fikcja, to w zarysie najlepiej tłumaczy to historyczny, bo przed-kryzysowy reportaż telewizji Al Jazeera.





Konstrukcja załamała się, gdy relacje między poszczególnymi walutami przestały być stałe.

Z pierwszych rozmów wynika, że Islandczyków wkurza to, że ten ich kryzys wcale nie był nieprzewidywalny. Ostrzeżenia dochodziły z różnych krajów, ale miejscowy establiszment kwitował wszystko stwierdzeniem „Po prostu nam zazdroszczą”. Z dostępnych tu anglojęzycznych gazet lokalnych (cotygodniowa Grapevine) wynika z kolei, że wszystkich, którzy przez ostatnie 10 lat kwestionowali neoliberalną utopię rozwoju, spławiano pytaniem „Czy chcecie abyśmy znowu żywili się trawą i ziołami?”. A trzeba wiedzieć, że dawnymi czasy bieda była na Islandii taka, że Duńczycy okupujący te wyspę zaproponowali przesiedlenie wszystkich jej mieszkańców na Jutlandię.

Teraz, dzięki szaleństwom „banksterów”, perspektywa „trawy i ziół” stała się znowu realna. Ktoś przecież musi spłacić długi zaciągnięte przez islandzkie banki. Długi rosnące, a wynikłe z oferowanego przez nie wysokiego oprocentowania oszczędności. Właścicielem tych upadłych banków jest państwo. Podatnicy spłacać będą więc te długi latami. Podobno kojarzy się to Islandczykom z kontrybucjami wojennymi i rzecz jasna wcale nie chcą ich płacić, skoro żadnej wojny rzekomo nie prowadzili, więc i nie przegrali. Chociaż kilka osób z establiszmentu zostało przez Brytyjczyków na krótko wciągniętych na listę terrorystów, co było jedynym szybkim sposobem, żeby zablokować aktywa oddziałów banków islandzkich na wyspach.

Niewiele wiemy jeszcze, co zażyczył sobie IMF w zamian za słynną pożyczkę. Organizacja ta słynie w końcu z dobijania ubogich poprzez prywatyzację wszelkich sektorów gospodarki w krajach rozwijających się. Nie doczytaliśmy też, ale nie wydaje się, żeby tak często jak w dużych krajach jako remedium na całe zło podawano tu nazwisko Keynsa. W końcu jaki by popyt wewnętrzny na Islandii nie był, to nie zagwarantuje on odzyskania dotychczasowej pozycji.

Islandczycy zastanawiają się teraz nad tym, jak to się stało, że nikt nie słuchał głosów krytyki. W zasadzie to nie wiem czy się zastanawiają, po prostu funkcjonują równolegle dwa sposoby tłumaczenia sobie kryzysu. W jednym, zawiódł kapitalizm, a w szczególności ponad 10 lat neoliberalnych reform, czyli prywatyzowanie i deregulowanie wszystkiego. W drugim, zawiodło... społeczeństwo. Ludzie dali odebrać sobie władzę, w szczególności kontrolę nad mediami. Dużo mówi się o korupcji, mając na myśli nepotyzm. W małym kraju wszyscy się znają. Oferty pracy oraz pozycja zawodowa każdego pracownika zależna jest od sieci kontaktów rodzinnych. Przy tak gęstych relacjach nie było szans na krytykę ani otwarty sprzeciw. Korupcja nie była widoczna, póki wszyscy mieli pracę.

Teraz już nie jest jak w znanym filmie „101 Reykjavik”, gdzie bohater dzielnie unikał zatrudnienia, a pracownicy socjalni starali się znaleźć coś akurat dla niego. Obecna ilość bezrobotnych nie pozwala na obsługę i doradztwo dawnej jakości. Nie ma komu nawet sprawdzać czy bezrobotni rzeczywiście szukają pracy, której nie ma. Podobno nowością są wyrywkowe kontrole – wezwania, na które muszą osobiście stawić się bezrobotni – nota bene pobierający 70% dotychczasowego wynagrodzenia. Władza obawia się, że bezrobotni uciekli z wyspy.

Ale Islandia przeżywa też nieznany wcześniej boom. „Kto by pomyślał, jak wielu ludzi odwiedza ten kraj tylko z powodu kursu walut” zastanawiała się nasza nowa miejscowa koleżanka. Turyści podobno przybywają tu w nieznanych wcześniej ilościach (w roku 2008 około 500 tys osób, a w 2009 już w sierpniu ilość turystów przekroczyła tę liczbę). Według naszego rozeznania, Islandia stała się obecnie najprawdopodobniej najtańszym krajem skandynawskim. Nawet państwowy monopol dystrybucji alkoholu mający chronić mieszkańców przed pijaństwem sprzedaje wino już od 30 zł – co, jak każdy uważny czytelnik internetowego serwisu Gazety Wyborczej wie, oznacza że na Islandii sprzedaje się „tanie wino”. Turystyka to także popyt na sex. Dwudziestego pierwszego kwietnia 2009 parlament ustanowił jednak prawo wzorowane na rozwiązaniu szwedzkim. Karani grzywną lub rokiem (2 jeśli ofiara miała poniżej 18 lat) więzienia będą konsumenci oraz organizatorzy prostytucji, a nie zarabiające w ten sposób na życie imigrantki.

Projekt został zrealizowany przy wsparciu udzielonym przez Islandię. Liechtenstein i Norwegię, poprzez dofinansowanie ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Norweskiego Mechanizmu Finansowego w ramach Funduszu Stypendialnego i Szkoleniowego”.


15.6.09

Awangarda Akademii zaprasza na „Lato Oporu”

"Awangarda Akademii zaprasza Cię na film „Lato Oporu” WNS S207 18.06 14:30 Elegancki ubiór nie obowiązuje. Obowiązuje myślenie. Jeśli dasz radę, masz w sobie ciut aktywizmu, to być może po filmie zaprosimy Cię na krótką dyskusję. Do niczego Ci się to nie przyda. Więcej informacji: KN Na Styku."

Awangarda Akademii zaprasza na film „Lato Oporu”. Jest to niemiecki film dokumentalny opowiadający o początkach obecnych protestów studenckich, czyli o okresie 2003-2006. Obfituje w zapisy podjętych przez studentów działań oraz policyjnych i administracyjnych na nie reakcji. „Lato Oporu” daje wgląd w specyfikę nimieckiego systemu edukacji wyższej, pozwala również poznać motywacje uczniów i studentów, którzy DZISIAJ, tj. 15.06.2009, zajęli uniwersytety. Po filmie odbędzie się niestrukturyzowana żadnym panelem dyskusja, którą następnie przeniesiemy w inne miejsce Wydziału.

Problematyka filmu wpisuje się w wieloletnią już tradycję edukacyjnych badań komparatystycznych prowadzonych w ramach Kół „Na Styku”. Zainteresować może jednak każdą i każdego, kto chce się kształcić i chce, by na studia mogły iść także ich dzieci.

Film będzie wyświetlany z polskimi napisami, które przygotowali wrocławscy aktywiści z grupy „NIE dla komercjalizacji uczelni!” Za co serdecznie im dziękujemy! Projekcje tego filmu odbędą się także w innych miastach uniwersyteckich w Polsce.

Czas: 18.6.2009 14:40

Miejsce: Wydział Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego, sala S207

Czas trwania filmu: 100 min.